Siedziałam zdezroientowana w jego samochodzie, zastanawiając co się wydarzyło. Nie wiedziałam co znaczyły jego słowa, w koncu wszystko ma ukryte znaczenie i głębszy sens. Nie rozmawialiśmy od tamej pory. Czułam czasem jego wzrok na sobie. Bałam się. Po raz pierwszy od pewnego czasu się bałam. Spoglądałam na krajobraz rozciągający się za oknem, próbowałam go choć odrobinę podziwiać, ale w głowie miałam ciągle jedną jedyną myśl i ten sam obraz. Nagle poczułam, że samochód staje, a ja zamarłam, kiedy poczułam jak jego palce, pocierają moje knykcie.
- Jesteśmy, Kwiatku. -Poczułam ten palący wzork i odwróciłam głowę w jego stronę. Zobaczyłam brązowe tęczówki, które przyglądały mi się w sposób, którego nie mogłam rozszyfrować. Zayn wysiadł z samochodu i przeszedł na stronę pasażera. Otworzył przede mną drzwi i wyciągnął rękę w moją stronę, jednak ja nie chwyciłam jej i wyszłam o własnych siłach.
- Dziękuję. - Wyszeptałam, nie spoglądając na niego.
- Cała przyjemność po mojej stronie, Rose. Przyjadę po Ciebie jutro o 21. Ubierz coś ładnego, proszę.
- Ja...Ja jutro nie...nie mogę. - Powiedziałam bez żadnego przekonania, na co usłyszałam stłumiony śmiech.
- Och, Kwiatku. Jestem pewien, że znajdziesz czas.- Podniósł mój podbrudek tak, że musiałam teraz patrzeć na niego.
- Ja nie pytałem. Po prostu masz czekać. - Powiedział nie znoszącym sprzeciwu tonem.
- A teraz uciekaj spać. Czeka Cię jutro bardzo ekscytujący wieczór. - Wyszeptał.
Wysunęłam rękę z jego dłoni i skierowałam się do domu. Nie myślałam. Po prostu szłam, kierowana przez niewidzialne siły.
Zamknęłam drzwi i szybko udałam się do pokoju, skąd zabrałam ubrania i udałam się do łazienki. Nalałam do wanny gorącą wodę, dodając dużą ilość płynu do kąpieli.
- Co się właściwie dzieje ? To niemożliwe. Ja nie mogę. Nie mogę dopuścić do siebie nikogo. - Wyszeptałam, patrząc w swoje odbicie i po prostu się rozpłakałam.
Weszłam do wanny i pozwoliłam płynąć moim łzom. Tak dawno nie płakałam. W końcu musiałam to z siebie wypuścić. To tak strasznie ciążyło, a ja dopiero teraz zdałam sobie z tego sprawę. Powstrzymywane emocje, bolą bardziej, niż cokolwiek. Na to nie ma reguły. Nie można dusić w sobie tego co się czuje. I choć płacz był ostatnią rzeczą, jakiej pragnęłam, wiedziałam, że jest potrzebny. Dopóki widziałam swoje łzy tylko ja, byłam bezpieczna.
Wyszłam z wanny, naciągnęłam na siebie, nieco za duże ubrania i udałam się do pokoju. Opadłam na łóżko, spod którego wyjęłam pamiętnik. Nie pisałam zbyt często. Uczucia było głębko we mnie i to sprawiało, że nie miałam potrzeby ich z siebie wydalić. Zapaliłam nocną lampkę, wyjęłam długopis i nakierowałam go na kartkę. Pisałam. Po prostu. Prowadziłam swoją małą walkę pomiędzy tym co czułam, a tym co chciałabym czuć.
Poczułam jeszcze jak moja dłoń opada, a z niej wymyka się czarny długopis. Moje powieki się zamykały, a ja odpływam do krainy, gdzie wszystko było inne. Bezpieczne. Puste. Gdzie nic się nie liczyło. Proste.
poniedziałek, 5 maja 2014
sobota, 3 maja 2014
Think
Nastał wieczór. Szłam ciemnym parkiem, otoczonym dziesiątkami wysokich, pięknych drzew, które co chwila poruszły się to w lewą, to w prawą stronę. Okryłam się szczelniej moją kurtką oraz zaciągnęłam na głowę czapkę. Rękawiczki, które miałam na sobie ogrzewały moje małe dłonie. Włożyłam słuchawki do uszu, wyciągnęłam telefon i zaczęłam wsłuchiwać się w melodie, która była dla mnie odciągnięciem do innego świata, stworzeniem całkiem innej i nie realnej historii. Zawsze bałam się wychodzić wieczorami sama. Czułam, że gdzieś niedaleko zawsze wokół każdego z nas czai się jakieś niebezpieczeństwo, a ja nie chciałam kusić losu. Ale teraz, kiedy poczułam nagłą chęć zmiany dotychczasowego życia po prostu musiałam. Musiałam zrobić coś, żeby pomyśleć. W samotności. Tylko ja i delikatne dźwięki tworzące coś innego, odmiennego. Nie można wiecznie być zamkniętym i ograniczonym przez niewidzialne mury, które stwarza nam tylko i wyłącznie nasza wyobraźnia. To my powinniśmy nią kierować, a nie ona nami.
Przechodziłam obok sklepu, kiedy nagle zauważyłam chłopaka wybiegającego z niego. W jednej chwili wpadł na mnie, ale na moje nieszczęście to ja wylądowałam swoją kościstą pupą na ziemi. Podparłam się rękoma i spojrzałam na sprawcę mojego wypadku. Zayn. Zwykły zbieg okoliczności. Chociaż...Przecież nic nie dzieje się przypadkiem. Zauważyłam wyciągniętą w moją stronę dużą dłoń, którą z wachaniem chwyciłam.
-Przepraszam. Nie zauważyłem Cię. Naprawdę nie miałem pojęcia. -Usłyszałam, kiedy tylko stanęłam na nogi. Spojrzałam na chłopaka, który delikatnie się uśmiechał.
-Yhm. Wszystko w porządku. Chyba nie ucierpiałam. - Posłałam mu chyba najgorzej wyglądający uśmiech, na jaki mogłam się zdobyć.
-Spieszysz się gdzieś ? - Zapytał.
- Właśnie wracam do domu. - Powiedziałam, kiedy z nieba zaczęły lać się strugi deszczu, a wiatr stał się jeszcze silniejszy. Chłopak złapał mnie za rękę i zaczął biec w niewiadomym mi kierunku. Próbowałam wyszarpnąć dłoń, ale na nic się to nie zdało.
- Puść mnie. Poradzę sobie. - Powiedziałam, na co zmierzył mnie swoimi pociemniałymi oczami.
Po chwili siedziałam już w jego czarnym, terenowym samochodzie.
- Odwiozę cię do domu Rose. Nie będziesz chodzić sama po nocy i to w dodatku w taką pogodę. Jesteś cała przemoknięta. - Opowiedział, a ja widząc jego przenikliwy i pociemnały wzrok postanowiłam się z nim nie sprzeczać.
- Ty też. - Odpowiedziałam trzęsąc się z zimna.
Zayn włączył ogrzewanie, natomiast ja podałam mu adres, pod który powinien mnie zawieźć. Przez całą drogę słuchaliśmy cicho lecącej muzyki z radia, która w tym momencie była mi tak strasznie potrzebna. Zaczęłam intensywnie rozmyślać nad tym, dlaczego spełnianie marzeń jest takie trudne. Dlaczego jedna osoba może zmienić w jakiś sposób Twoje spojrzenie na świat. Nie, stop !
- Hej, słuchasz mnie Kwiatku ? - usłyszałam męski głos, który wyrwał mnie z tylko i wyłącznie mojej krainy.
- Tak. To znaczy nie. Przepraszam. Co mówiłeś ? - odpowiedziałam zmieszana.
- Teraz pojedziemy na chwilę do mnie, porozmawiamy i napijemy się herbaty. Twoje ubrania w tym czasie wyschną i wtedy odwiozę Cię do domu. Nie jest jeszcze późno. - zobaczyłam uśmiech, który wkradł się na jego usta, ale nie mogłam rozszyfrować jakie on mógł mieć znaczenie.
- Nie. Proszę. Odwieź mnie po prostu do domu, a jeśli dla Ciebie to kłopot do dotrę tam sama.
- Nie będziesz chodzić po nocach, Rose. Proszę, posłuchaj mnie i nie staraj mi się sprzeciwiać bo tego po prostu nie lubię.
Poczułam przeszywający wzrok, przez który do końca nie odezwałam się ani słowem. Kiedy samochód się zatrzymał postanowiłam wysiąść. Zobaczyłam pokaźnych rozmiarów budynek, znajdujący się w drogiej dzielnicy. Po chwili poczułam dłoń chłopaka na mojej, na co lekko się zmieszłam i zabrałam swoją rękę.
Chłopak ruszył, a ja zaraz za nim. Nie wiedziałam gdzie jestem, dlaczego tu jestem i kim jest ten chłopak. Zbyt niebezpiecznie- pomyślałam.
Zayn otworzył drzwi do apartamentu i przepuścił mnie pierwszą. Weszłam, zdjęłam buty, kurtkę, czapkę, szalik oraz rękawiczki i udałam się za chłopakiem do jak się okazało kuchni.
- Nie musisz się mnie bać. Nic Ci nie zrobię. Nie po to Cię tutaj przywiozłem.
- Nie boję się.
- Czyżby ? - Chłopak ruszył w moją stronę, na co instynktownie się odsunęłam.
- Tak myślałam. - Usłyszałam gorzki i dosyć ironiczny śmiech.
Usiadłam przy wyspie kuchennej i czekałam na herbatę robioną przez chłopaka. Po chwili siedzieliśmy wspólnie. Czułam przeszywające mnie oczy chłopaka, na co moje policzki oblały się soczystym rumieńcem. Spojrzałam na Zayn'a, który wyglądał na rozbawionego.
- Więc teraz będziemy wspólnie chodzić do klasy. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że będę Cię miał przy sobie- powiedział niespodziewanie. Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem, na co ona podniósł się z krzesła i ruszył w moją stronę. Złapał moją dłoń i pociągnął mnie lekko, przy czym ze zdenerwowania zrzuciłam na ziemię szklankę z gorącą herbatą.
- Przepraszam, posprzątam to- wyszeptałam, próbując wyrwać się z jego uścisku. Był zbyt silny. Złapał oba moje nadgarstki i nachylił się nade mną.
- Jesteś piękna- w momencie, kiedy usłyszałam te słowa, poczułam jego usta na mojej szyi. Strałam się odsunąć, ale na nic się to nie zdało. Zayn zaczął ssać moją skórę, a pochwili poczułam jego zęby wbijacjące się w nią. Zapiekło. Prosiłam słabym głosem, aby mnie puścił. Po chwili poczułam jak jego język przejeżdża po zranionym miejscu i poczułam ulgę.
- Piękna i moja. Tylko moja. Nikogo więcej. Moja. - usłyszałam i w tym samym momencie mnie puścił.
Drugi rozdział. Nie wiem czy ktokolwiek to czyta, ale robię to też między innymi dla siebie. xx.
Przechodziłam obok sklepu, kiedy nagle zauważyłam chłopaka wybiegającego z niego. W jednej chwili wpadł na mnie, ale na moje nieszczęście to ja wylądowałam swoją kościstą pupą na ziemi. Podparłam się rękoma i spojrzałam na sprawcę mojego wypadku. Zayn. Zwykły zbieg okoliczności. Chociaż...Przecież nic nie dzieje się przypadkiem. Zauważyłam wyciągniętą w moją stronę dużą dłoń, którą z wachaniem chwyciłam.
-Przepraszam. Nie zauważyłem Cię. Naprawdę nie miałem pojęcia. -Usłyszałam, kiedy tylko stanęłam na nogi. Spojrzałam na chłopaka, który delikatnie się uśmiechał.
-Yhm. Wszystko w porządku. Chyba nie ucierpiałam. - Posłałam mu chyba najgorzej wyglądający uśmiech, na jaki mogłam się zdobyć.
-Spieszysz się gdzieś ? - Zapytał.
- Właśnie wracam do domu. - Powiedziałam, kiedy z nieba zaczęły lać się strugi deszczu, a wiatr stał się jeszcze silniejszy. Chłopak złapał mnie za rękę i zaczął biec w niewiadomym mi kierunku. Próbowałam wyszarpnąć dłoń, ale na nic się to nie zdało.
- Puść mnie. Poradzę sobie. - Powiedziałam, na co zmierzył mnie swoimi pociemniałymi oczami.
Po chwili siedziałam już w jego czarnym, terenowym samochodzie.
- Odwiozę cię do domu Rose. Nie będziesz chodzić sama po nocy i to w dodatku w taką pogodę. Jesteś cała przemoknięta. - Opowiedział, a ja widząc jego przenikliwy i pociemnały wzrok postanowiłam się z nim nie sprzeczać.
- Ty też. - Odpowiedziałam trzęsąc się z zimna.
Zayn włączył ogrzewanie, natomiast ja podałam mu adres, pod który powinien mnie zawieźć. Przez całą drogę słuchaliśmy cicho lecącej muzyki z radia, która w tym momencie była mi tak strasznie potrzebna. Zaczęłam intensywnie rozmyślać nad tym, dlaczego spełnianie marzeń jest takie trudne. Dlaczego jedna osoba może zmienić w jakiś sposób Twoje spojrzenie na świat. Nie, stop !
- Hej, słuchasz mnie Kwiatku ? - usłyszałam męski głos, który wyrwał mnie z tylko i wyłącznie mojej krainy.
- Tak. To znaczy nie. Przepraszam. Co mówiłeś ? - odpowiedziałam zmieszana.
- Teraz pojedziemy na chwilę do mnie, porozmawiamy i napijemy się herbaty. Twoje ubrania w tym czasie wyschną i wtedy odwiozę Cię do domu. Nie jest jeszcze późno. - zobaczyłam uśmiech, który wkradł się na jego usta, ale nie mogłam rozszyfrować jakie on mógł mieć znaczenie.
- Nie. Proszę. Odwieź mnie po prostu do domu, a jeśli dla Ciebie to kłopot do dotrę tam sama.
- Nie będziesz chodzić po nocach, Rose. Proszę, posłuchaj mnie i nie staraj mi się sprzeciwiać bo tego po prostu nie lubię.
Poczułam przeszywający wzrok, przez który do końca nie odezwałam się ani słowem. Kiedy samochód się zatrzymał postanowiłam wysiąść. Zobaczyłam pokaźnych rozmiarów budynek, znajdujący się w drogiej dzielnicy. Po chwili poczułam dłoń chłopaka na mojej, na co lekko się zmieszłam i zabrałam swoją rękę.
Chłopak ruszył, a ja zaraz za nim. Nie wiedziałam gdzie jestem, dlaczego tu jestem i kim jest ten chłopak. Zbyt niebezpiecznie- pomyślałam.
Zayn otworzył drzwi do apartamentu i przepuścił mnie pierwszą. Weszłam, zdjęłam buty, kurtkę, czapkę, szalik oraz rękawiczki i udałam się za chłopakiem do jak się okazało kuchni.
- Nie musisz się mnie bać. Nic Ci nie zrobię. Nie po to Cię tutaj przywiozłem.
- Nie boję się.
- Czyżby ? - Chłopak ruszył w moją stronę, na co instynktownie się odsunęłam.
- Tak myślałam. - Usłyszałam gorzki i dosyć ironiczny śmiech.
Usiadłam przy wyspie kuchennej i czekałam na herbatę robioną przez chłopaka. Po chwili siedzieliśmy wspólnie. Czułam przeszywające mnie oczy chłopaka, na co moje policzki oblały się soczystym rumieńcem. Spojrzałam na Zayn'a, który wyglądał na rozbawionego.
- Więc teraz będziemy wspólnie chodzić do klasy. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że będę Cię miał przy sobie- powiedział niespodziewanie. Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem, na co ona podniósł się z krzesła i ruszył w moją stronę. Złapał moją dłoń i pociągnął mnie lekko, przy czym ze zdenerwowania zrzuciłam na ziemię szklankę z gorącą herbatą.
- Przepraszam, posprzątam to- wyszeptałam, próbując wyrwać się z jego uścisku. Był zbyt silny. Złapał oba moje nadgarstki i nachylił się nade mną.
- Jesteś piękna- w momencie, kiedy usłyszałam te słowa, poczułam jego usta na mojej szyi. Strałam się odsunąć, ale na nic się to nie zdało. Zayn zaczął ssać moją skórę, a pochwili poczułam jego zęby wbijacjące się w nią. Zapiekło. Prosiłam słabym głosem, aby mnie puścił. Po chwili poczułam jak jego język przejeżdża po zranionym miejscu i poczułam ulgę.
- Piękna i moja. Tylko moja. Nikogo więcej. Moja. - usłyszałam i w tym samym momencie mnie puścił.
Drugi rozdział. Nie wiem czy ktokolwiek to czyta, ale robię to też między innymi dla siebie. xx.
czwartek, 1 maja 2014
Hope
Każdego dnia, od razu po przebudzeniu po raz kolejny zastanawiam się dlaczego tutaj jeszcze jestem, co takiego mnie trzyma. Kiedy sięgam po telefon i jak co ranek czytam sms'a od mojej przyjaciółki na temat wstawania do szkoły, od razu sobie przypominam. Ona. I pare innych osób. Ale to ona jest najważniejsza i nigdy to się nie zmieni.
Wyciągam nogi spod pościeli i kładę je na zimnych panelach. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, chcę wrócić do poprzedniej pozycji, ale wiem, że nie mogę. Wiele razy miałam ochotę tak po prostu zawalić ten jeden dzień, nie pójść do szkoły. Z tym, że od razu coś mnie zatrzymuje. Jedna jedyna myśl, która trzyma mnie przy popełnieniu błędu, który przy powielaniu stałby się ogromnym problem i przyzwyczajeniem. Udaję się do łazienki, gdzie wykonuje codzienne czynności i zakładam przygotowane dzień wcześniej ubrania. Jeden rzut oka w stronę lustra i po słabej samoocenie wychodzę. Zmiarzam do kuchni, gdzie przygotowuję śniadanie, a następnie wchodzę do salonu. Włączam telewizor i oglądam program muzyczny jedząc uprzednio przytgotowany posiłek. Zabieram torbę i ruszam w mój mały, codzienny świat. Wchodzę w moją rutynę, która jest tak grubym murem, że za nic nie da się jej zniszczyć, choć odrobinę.
Droga do szkoły zajmuje mi 10 minut, więc w krótkim czasie znajduję się w szkole. Za nim się obejrzę znajduję się w szatni, gdzie jestem sama. Zazwyczaj przychodzę pierwsza, ale od pewnego czasu staram się po prostu pospać dłużej to którkie, ale jakże regenerujące 10 minut. Wyciągam zeszyt i powtarzam materiał na znienawidzoną przeze mnie biologię.
- Co za wstrętna pogoda. Nigdy więcej nie wyjdę na deszcz. - słyszę i podnoszę głowę. Na sam widok mojej przyjaciółki uśmiecham się, ukazując rząd moich białych zębów.
- Kiedy ja szłam do szkoły nie padało. Jednak na coś przydaje się wczesne wstawianie. - mówię i spoglądam na dziewczynę, która wyciera chusteczką swoją mokrą twarz, do której przyklejone są równie mokre włosy.
- To było tylko zrządzenie losu. - mówi i piorunuje mnie wzrokiem, jednak po chwili wybucha głośnym śmiechem.
Po doprowadzeniu jej do porządku wspólnymi siłami, udajemy się pod klasę, oczekując na naszą ulubioną matematyke! Cóż za sarkazm.
- Rose !- spoglądam w górę na moją przyjaciólkę, która wyrwała mnie z moich rozmyślań.
- Słucham Ciebie Victorio. - odpowiadam i puszczam jej oczko. WIem, że nienawidzi swojego imienia.
- Pytałam, co sądzisz na temat Edward'a. - odpowiada, ignorując moją zaczepkę.
- Dlaczego pytasz ? Jeszcze niedawno był Twoim największym wrogiem. Czy coś się zmieniło ? - Pytam z podejrzliwym uśmiechem.
- Nie, nic...nic się nie zmieniło. - Odpowiada jąkając się.
- Podoba Ci się - mówię podekscytowana, głośniej, niż to konieczne.
- Nie krzycz. Nie masz racji. Po prostu, zastanawiam się jak go skompromitować.
Od kiedy pamiętam Edward to jej odwieczny wróg. Ciągle sobie dokuczają i powodują kolejną falę uwag w dzienniku dla każdego z nich. Myślę, że teraz coś się zmieniło. Widzę jej zaróżowione policzki i to jak jest skrępowana. Siadamy na ławce, a ja od razu zaczynam swoją psychologiczną gadkę.
- Posłuchaj Vi. Jeśli coś się między wami zdarzyło, to śmiało możesz mi to powiedzieć. Wiesz, że zachowam wszystko dla siebie i postaram Ci się doradzić. - Mówię, patrząc w jej duże niebieskie oczy.
- Odwiózł mnie wczoraj po szkole do domu. - Mówi cicho. Ja jednak nie przerywam, bo wiem, że nastąpi kontunuajca tej jakże ciekawej historii.
- W drodze prawie nie rozmawialiśmy. W zasadzie to siłą zaciągnął mnie do samochodu, kiedy mu podziękowałam i już miałam wysiadać przed domem, nachylił się nad moimi nogami i zamknął drzwi, które zdąrzyłam otworzyć.
*Odtworzenie sytuacji*
Siedziałam tam zdezorientowana i nie wiedziałam co mam zrobić. Ed oparł głowę o fotel i spoglądał w górę. Po chwili spojrzał na mnie i nasze oczy się spotkały. Poczułam jak moje policzki zakrywa róż. Odwróciłam główę i spojrzałam w prawo. Poczułam dłoń na swojej. Byłam zdezorientowana.
- Co robisz ? - Wyszeptałam. Odwrócił się w moję stronę i kciukiem zaczał pocierać knykcie moich dłoni.
- Chciałem Cię przeprosić i zawiesić broń. Nie mam ochoty już na te ciągłe kłótnie. Nie możesz się po prostu ze mną umówić ? Wyjść do kina, potem na lody i długi spacer po parku ?
Siedziałam zbita z tropu i nie wiedziałam co mam powiedzieć. Błądziłam oczyma wszędzie, byle nie patrzeć na niego. W samachodzie nie słyszałam nic, poza naszymi oddechami.
- Victoria, proszę. Nie chcę już się z Tobą kłócić. To jest zbyt męczące. Po prostu zgódź się na tą randkę... - Zatrzymał się na moment i spojrzał na mnie z przerażeniem, jak ja to zrobiłam.
- Ugh. Miałem na myśli zwykłe spotkanie. - Podrapał się po swojej blond czuprynie.
Nie chciałam już dłużej tego ciągnąć. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić, a w samochodzoie zrobiło się strasznie duszno.
- Nie wiem czy to jest dobry pomysł, ale dobrze możemy się spotkać. Jeśli to jest Twój kolejny bezczelny i żałosny żart, to obetnę Ci te piękne włosy. - Odpowiedziałam mrużąc oczy i usłyszałam stłumiony śmiech.
- Nie ryzykowałbym w ten sposób - posłał mi swój czarujący uśmiech.
- Dziękuję za podrzucenie mnie pod sam dom.
- Cała przyjemność po mojej stronie Vi.
Otworzyłam drzwi i wysiadłam nie oglądając się.
*Koniec*
- Naprawdę się umówiliście ? - Pisnęłam uradowana.
- Tak. Wieczorem wysłał mi sms'a, że przyjedzie po mnie o 18.
Nagle zadzwonił dzwonek i całą klasą weszliśmy do sali. Usiedliśmy w ławkach i wyjęliśmy księżki, tym samym rozpoczynając nowy semestr.
Do sali weszła nauczycielka, a za nią chłopak, o kruczoczarnych włosach i brązowych oczach. Na sobie miał czarne rurki, białką kolszulkę i czarną bluzę. Wyglądał... Cóż. Zniewalająco.
- To jest Zayn Malik. Od dzisiaj będzie nowym uczniem i będzie uczęszczał do waszej klasy. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze. - Uśmiechnęła się i spojrzała na chłopaka.
- Usiądz w ławce za tymi dwoma pannami. - dodała.
Chłopak z nonszalanckim uśmiechem udał się do swojej ławki. Siedział za mną. Nigdy nie przywiązywałam dużej wagi do chłopców, ale on... On miał w sobie coś, co z pewnością nie tylko ja zauważyłam. I z tą myślą czar prysł. Wróciłam do szarej rzeczywistości.
Wyrzuciłam to co we mnie siedziało. Pierwszy rozdział. Napisałam to sama dla siebie, ale mam nadzieję, że znajdę kogoś, a ktoś znajdzie mnie, aby to docenić. Zaczarowana ;*
Wyciągam nogi spod pościeli i kładę je na zimnych panelach. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, chcę wrócić do poprzedniej pozycji, ale wiem, że nie mogę. Wiele razy miałam ochotę tak po prostu zawalić ten jeden dzień, nie pójść do szkoły. Z tym, że od razu coś mnie zatrzymuje. Jedna jedyna myśl, która trzyma mnie przy popełnieniu błędu, który przy powielaniu stałby się ogromnym problem i przyzwyczajeniem. Udaję się do łazienki, gdzie wykonuje codzienne czynności i zakładam przygotowane dzień wcześniej ubrania. Jeden rzut oka w stronę lustra i po słabej samoocenie wychodzę. Zmiarzam do kuchni, gdzie przygotowuję śniadanie, a następnie wchodzę do salonu. Włączam telewizor i oglądam program muzyczny jedząc uprzednio przytgotowany posiłek. Zabieram torbę i ruszam w mój mały, codzienny świat. Wchodzę w moją rutynę, która jest tak grubym murem, że za nic nie da się jej zniszczyć, choć odrobinę.
Droga do szkoły zajmuje mi 10 minut, więc w krótkim czasie znajduję się w szkole. Za nim się obejrzę znajduję się w szatni, gdzie jestem sama. Zazwyczaj przychodzę pierwsza, ale od pewnego czasu staram się po prostu pospać dłużej to którkie, ale jakże regenerujące 10 minut. Wyciągam zeszyt i powtarzam materiał na znienawidzoną przeze mnie biologię.
- Co za wstrętna pogoda. Nigdy więcej nie wyjdę na deszcz. - słyszę i podnoszę głowę. Na sam widok mojej przyjaciółki uśmiecham się, ukazując rząd moich białych zębów.
- Kiedy ja szłam do szkoły nie padało. Jednak na coś przydaje się wczesne wstawianie. - mówię i spoglądam na dziewczynę, która wyciera chusteczką swoją mokrą twarz, do której przyklejone są równie mokre włosy.
- To było tylko zrządzenie losu. - mówi i piorunuje mnie wzrokiem, jednak po chwili wybucha głośnym śmiechem.
Po doprowadzeniu jej do porządku wspólnymi siłami, udajemy się pod klasę, oczekując na naszą ulubioną matematyke! Cóż za sarkazm.
- Rose !- spoglądam w górę na moją przyjaciólkę, która wyrwała mnie z moich rozmyślań.
- Słucham Ciebie Victorio. - odpowiadam i puszczam jej oczko. WIem, że nienawidzi swojego imienia.
- Pytałam, co sądzisz na temat Edward'a. - odpowiada, ignorując moją zaczepkę.
- Dlaczego pytasz ? Jeszcze niedawno był Twoim największym wrogiem. Czy coś się zmieniło ? - Pytam z podejrzliwym uśmiechem.
- Nie, nic...nic się nie zmieniło. - Odpowiada jąkając się.
- Podoba Ci się - mówię podekscytowana, głośniej, niż to konieczne.
- Nie krzycz. Nie masz racji. Po prostu, zastanawiam się jak go skompromitować.
Od kiedy pamiętam Edward to jej odwieczny wróg. Ciągle sobie dokuczają i powodują kolejną falę uwag w dzienniku dla każdego z nich. Myślę, że teraz coś się zmieniło. Widzę jej zaróżowione policzki i to jak jest skrępowana. Siadamy na ławce, a ja od razu zaczynam swoją psychologiczną gadkę.
- Posłuchaj Vi. Jeśli coś się między wami zdarzyło, to śmiało możesz mi to powiedzieć. Wiesz, że zachowam wszystko dla siebie i postaram Ci się doradzić. - Mówię, patrząc w jej duże niebieskie oczy.
- Odwiózł mnie wczoraj po szkole do domu. - Mówi cicho. Ja jednak nie przerywam, bo wiem, że nastąpi kontunuajca tej jakże ciekawej historii.
- W drodze prawie nie rozmawialiśmy. W zasadzie to siłą zaciągnął mnie do samochodu, kiedy mu podziękowałam i już miałam wysiadać przed domem, nachylił się nad moimi nogami i zamknął drzwi, które zdąrzyłam otworzyć.
*Odtworzenie sytuacji*
Siedziałam tam zdezorientowana i nie wiedziałam co mam zrobić. Ed oparł głowę o fotel i spoglądał w górę. Po chwili spojrzał na mnie i nasze oczy się spotkały. Poczułam jak moje policzki zakrywa róż. Odwróciłam główę i spojrzałam w prawo. Poczułam dłoń na swojej. Byłam zdezorientowana.
- Co robisz ? - Wyszeptałam. Odwrócił się w moję stronę i kciukiem zaczał pocierać knykcie moich dłoni.
- Chciałem Cię przeprosić i zawiesić broń. Nie mam ochoty już na te ciągłe kłótnie. Nie możesz się po prostu ze mną umówić ? Wyjść do kina, potem na lody i długi spacer po parku ?
Siedziałam zbita z tropu i nie wiedziałam co mam powiedzieć. Błądziłam oczyma wszędzie, byle nie patrzeć na niego. W samachodzie nie słyszałam nic, poza naszymi oddechami.
- Victoria, proszę. Nie chcę już się z Tobą kłócić. To jest zbyt męczące. Po prostu zgódź się na tą randkę... - Zatrzymał się na moment i spojrzał na mnie z przerażeniem, jak ja to zrobiłam.
- Ugh. Miałem na myśli zwykłe spotkanie. - Podrapał się po swojej blond czuprynie.
Nie chciałam już dłużej tego ciągnąć. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić, a w samochodzoie zrobiło się strasznie duszno.
- Nie wiem czy to jest dobry pomysł, ale dobrze możemy się spotkać. Jeśli to jest Twój kolejny bezczelny i żałosny żart, to obetnę Ci te piękne włosy. - Odpowiedziałam mrużąc oczy i usłyszałam stłumiony śmiech.
- Nie ryzykowałbym w ten sposób - posłał mi swój czarujący uśmiech.
- Dziękuję za podrzucenie mnie pod sam dom.
- Cała przyjemność po mojej stronie Vi.
Otworzyłam drzwi i wysiadłam nie oglądając się.
*Koniec*
- Naprawdę się umówiliście ? - Pisnęłam uradowana.
- Tak. Wieczorem wysłał mi sms'a, że przyjedzie po mnie o 18.
Nagle zadzwonił dzwonek i całą klasą weszliśmy do sali. Usiedliśmy w ławkach i wyjęliśmy księżki, tym samym rozpoczynając nowy semestr.
Do sali weszła nauczycielka, a za nią chłopak, o kruczoczarnych włosach i brązowych oczach. Na sobie miał czarne rurki, białką kolszulkę i czarną bluzę. Wyglądał... Cóż. Zniewalająco.
- To jest Zayn Malik. Od dzisiaj będzie nowym uczniem i będzie uczęszczał do waszej klasy. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze. - Uśmiechnęła się i spojrzała na chłopaka.
- Usiądz w ławce za tymi dwoma pannami. - dodała.
Chłopak z nonszalanckim uśmiechem udał się do swojej ławki. Siedział za mną. Nigdy nie przywiązywałam dużej wagi do chłopców, ale on... On miał w sobie coś, co z pewnością nie tylko ja zauważyłam. I z tą myślą czar prysł. Wróciłam do szarej rzeczywistości.
Wyrzuciłam to co we mnie siedziało. Pierwszy rozdział. Napisałam to sama dla siebie, ale mam nadzieję, że znajdę kogoś, a ktoś znajdzie mnie, aby to docenić. Zaczarowana ;*
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)