czwartek, 1 maja 2014

Hope

Każdego dnia, od razu po przebudzeniu po raz kolejny zastanawiam się dlaczego tutaj jeszcze jestem, co takiego mnie trzyma. Kiedy sięgam po telefon i jak co ranek czytam sms'a od mojej przyjaciółki na temat wstawania do szkoły, od razu sobie przypominam. Ona. I pare innych osób. Ale to ona jest najważniejsza i nigdy to się nie zmieni.
Wyciągam nogi spod pościeli i kładę je na zimnych panelach. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, chcę wrócić do poprzedniej pozycji, ale wiem, że nie mogę. Wiele razy miałam ochotę tak po prostu zawalić ten jeden dzień, nie pójść do szkoły. Z tym, że od razu coś mnie zatrzymuje. Jedna jedyna myśl, która trzyma mnie przy popełnieniu błędu, który przy powielaniu stałby się ogromnym problem i przyzwyczajeniem. Udaję się do łazienki, gdzie wykonuje codzienne czynności i zakładam przygotowane dzień wcześniej ubrania. Jeden rzut oka w stronę lustra i po słabej samoocenie wychodzę. Zmiarzam do kuchni, gdzie przygotowuję śniadanie, a następnie wchodzę do salonu. Włączam telewizor i oglądam program muzyczny jedząc uprzednio przytgotowany posiłek. Zabieram torbę i ruszam w mój mały, codzienny świat. Wchodzę w moją rutynę, która jest tak grubym murem, że za nic nie da się jej zniszczyć, choć odrobinę.
Droga do szkoły zajmuje mi 10 minut, więc w krótkim czasie znajduję się w szkole. Za nim się obejrzę znajduję się w szatni, gdzie jestem sama. Zazwyczaj przychodzę pierwsza, ale od pewnego czasu staram się po prostu pospać dłużej to którkie, ale jakże regenerujące 10 minut. Wyciągam zeszyt i powtarzam materiał na znienawidzoną przeze mnie biologię.
- Co za wstrętna pogoda. Nigdy więcej nie wyjdę na deszcz. - słyszę i podnoszę głowę. Na sam widok mojej przyjaciółki uśmiecham się, ukazując rząd moich białych zębów.
- Kiedy ja szłam do szkoły nie padało. Jednak na coś przydaje się wczesne wstawianie. - mówię i spoglądam na dziewczynę, która wyciera chusteczką swoją mokrą twarz, do której przyklejone są równie mokre włosy.
- To było tylko zrządzenie losu. - mówi i piorunuje mnie wzrokiem, jednak po chwili wybucha głośnym śmiechem.
Po doprowadzeniu jej do porządku wspólnymi siłami, udajemy się pod klasę, oczekując na naszą ulubioną matematyke! Cóż za sarkazm.
- Rose !- spoglądam w górę na moją przyjaciólkę, która wyrwała mnie z moich rozmyślań.
- Słucham Ciebie Victorio. - odpowiadam i puszczam jej oczko. WIem, że nienawidzi swojego imienia.
- Pytałam, co sądzisz na temat Edward'a. - odpowiada, ignorując moją zaczepkę.
- Dlaczego pytasz ? Jeszcze niedawno był Twoim największym wrogiem. Czy coś się zmieniło ? - Pytam z podejrzliwym uśmiechem.
- Nie, nic...nic się nie zmieniło. - Odpowiada jąkając się.
- Podoba Ci się - mówię podekscytowana, głośniej, niż to konieczne.
- Nie krzycz. Nie masz racji. Po prostu, zastanawiam się jak go skompromitować.
Od kiedy pamiętam Edward to jej odwieczny wróg. Ciągle sobie dokuczają i powodują kolejną falę uwag w dzienniku dla każdego z nich. Myślę, że teraz coś się zmieniło. Widzę jej zaróżowione policzki i to jak jest skrępowana. Siadamy na ławce, a ja od razu zaczynam swoją psychologiczną gadkę.
- Posłuchaj Vi. Jeśli coś się między wami zdarzyło, to śmiało możesz mi to powiedzieć. Wiesz, że zachowam wszystko dla siebie i postaram Ci się doradzić. - Mówię, patrząc w jej duże niebieskie oczy.
- Odwiózł mnie wczoraj po szkole do domu. - Mówi cicho. Ja jednak nie przerywam, bo wiem, że nastąpi kontunuajca tej jakże ciekawej historii.
- W drodze prawie nie rozmawialiśmy. W zasadzie to siłą zaciągnął mnie do samochodu, kiedy mu podziękowałam i już miałam wysiadać przed domem, nachylił się nad moimi nogami i zamknął drzwi, które zdąrzyłam otworzyć.
*Odtworzenie sytuacji*
Siedziałam tam zdezorientowana i nie wiedziałam co mam zrobić. Ed oparł głowę o fotel i spoglądał w górę. Po chwili spojrzał na mnie  i nasze oczy się spotkały. Poczułam jak moje policzki zakrywa róż. Odwróciłam główę i spojrzałam w prawo. Poczułam dłoń na swojej. Byłam zdezorientowana. 
- Co robisz ? - Wyszeptałam. Odwrócił się w moję stronę i kciukiem zaczał pocierać knykcie moich dłoni. 
- Chciałem Cię przeprosić i zawiesić broń. Nie mam ochoty już na te ciągłe kłótnie. Nie możesz się po prostu ze mną umówić ? Wyjść do kina, potem na lody i długi spacer po parku ? 
Siedziałam zbita z tropu i nie wiedziałam co mam powiedzieć. Błądziłam oczyma wszędzie,  byle nie patrzeć na niego. W samachodzie nie słyszałam nic, poza naszymi oddechami. 
- Victoria, proszę. Nie chcę już się z Tobą kłócić. To jest zbyt męczące. Po prostu zgódź się na tą randkę... - Zatrzymał się na moment i spojrzał na mnie z przerażeniem, jak ja to zrobiłam. 
- Ugh. Miałem na myśli zwykłe spotkanie. - Podrapał się po swojej blond czuprynie. 
Nie chciałam już dłużej tego ciągnąć. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić, a w samochodzoie zrobiło się strasznie duszno. 
- Nie wiem czy to jest dobry pomysł, ale dobrze możemy się spotkać. Jeśli to jest Twój kolejny bezczelny i żałosny żart, to obetnę Ci te piękne włosy. - Odpowiedziałam mrużąc oczy i usłyszałam stłumiony śmiech. 
- Nie ryzykowałbym w ten sposób - posłał mi swój czarujący uśmiech. 
- Dziękuję za podrzucenie mnie pod sam dom. 
- Cała przyjemność po mojej stronie Vi. 
Otworzyłam drzwi i wysiadłam nie oglądając się. 
*Koniec*
- Naprawdę się umówiliście ? - Pisnęłam uradowana.
- Tak. Wieczorem wysłał mi sms'a, że przyjedzie po mnie o 18.
Nagle zadzwonił dzwonek i całą klasą weszliśmy do sali. Usiedliśmy w ławkach i wyjęliśmy księżki, tym samym rozpoczynając nowy semestr.
Do sali weszła nauczycielka, a za nią chłopak, o kruczoczarnych włosach i brązowych oczach. Na sobie miał czarne rurki, białką kolszulkę i czarną bluzę. Wyglądał... Cóż. Zniewalająco.
- To jest Zayn Malik. Od dzisiaj będzie nowym uczniem i będzie uczęszczał do waszej klasy. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze. - Uśmiechnęła się i spojrzała na chłopaka.
- Usiądz w ławce za tymi dwoma pannami. - dodała.
Chłopak z nonszalanckim uśmiechem udał się do swojej ławki. Siedział za mną. Nigdy nie przywiązywałam dużej wagi do chłopców, ale on... On miał w sobie coś, co z pewnością nie tylko ja zauważyłam. I z tą myślą czar prysł. Wróciłam do szarej rzeczywistości.


Wyrzuciłam to co we mnie siedziało. Pierwszy rozdział. Napisałam to sama dla siebie, ale mam nadzieję, że znajdę kogoś, a ktoś znajdzie mnie, aby to docenić. Zaczarowana ;*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz