Siedziałam zdezroientowana w jego samochodzie, zastanawiając co się wydarzyło. Nie wiedziałam co znaczyły jego słowa, w koncu wszystko ma ukryte znaczenie i głębszy sens. Nie rozmawialiśmy od tamej pory. Czułam czasem jego wzrok na sobie. Bałam się. Po raz pierwszy od pewnego czasu się bałam. Spoglądałam na krajobraz rozciągający się za oknem, próbowałam go choć odrobinę podziwiać, ale w głowie miałam ciągle jedną jedyną myśl i ten sam obraz. Nagle poczułam, że samochód staje, a ja zamarłam, kiedy poczułam jak jego palce, pocierają moje knykcie.
- Jesteśmy, Kwiatku. -Poczułam ten palący wzork i odwróciłam głowę w jego stronę. Zobaczyłam brązowe tęczówki, które przyglądały mi się w sposób, którego nie mogłam rozszyfrować. Zayn wysiadł z samochodu i przeszedł na stronę pasażera. Otworzył przede mną drzwi i wyciągnął rękę w moją stronę, jednak ja nie chwyciłam jej i wyszłam o własnych siłach.
- Dziękuję. - Wyszeptałam, nie spoglądając na niego.
- Cała przyjemność po mojej stronie, Rose. Przyjadę po Ciebie jutro o 21. Ubierz coś ładnego, proszę.
- Ja...Ja jutro nie...nie mogę. - Powiedziałam bez żadnego przekonania, na co usłyszałam stłumiony śmiech.
- Och, Kwiatku. Jestem pewien, że znajdziesz czas.- Podniósł mój podbrudek tak, że musiałam teraz patrzeć na niego.
- Ja nie pytałem. Po prostu masz czekać. - Powiedział nie znoszącym sprzeciwu tonem.
- A teraz uciekaj spać. Czeka Cię jutro bardzo ekscytujący wieczór. - Wyszeptał.
Wysunęłam rękę z jego dłoni i skierowałam się do domu. Nie myślałam. Po prostu szłam, kierowana przez niewidzialne siły.
Zamknęłam drzwi i szybko udałam się do pokoju, skąd zabrałam ubrania i udałam się do łazienki. Nalałam do wanny gorącą wodę, dodając dużą ilość płynu do kąpieli.
- Co się właściwie dzieje ? To niemożliwe. Ja nie mogę. Nie mogę dopuścić do siebie nikogo. - Wyszeptałam, patrząc w swoje odbicie i po prostu się rozpłakałam.
Weszłam do wanny i pozwoliłam płynąć moim łzom. Tak dawno nie płakałam. W końcu musiałam to z siebie wypuścić. To tak strasznie ciążyło, a ja dopiero teraz zdałam sobie z tego sprawę. Powstrzymywane emocje, bolą bardziej, niż cokolwiek. Na to nie ma reguły. Nie można dusić w sobie tego co się czuje. I choć płacz był ostatnią rzeczą, jakiej pragnęłam, wiedziałam, że jest potrzebny. Dopóki widziałam swoje łzy tylko ja, byłam bezpieczna.
Wyszłam z wanny, naciągnęłam na siebie, nieco za duże ubrania i udałam się do pokoju. Opadłam na łóżko, spod którego wyjęłam pamiętnik. Nie pisałam zbyt często. Uczucia było głębko we mnie i to sprawiało, że nie miałam potrzeby ich z siebie wydalić. Zapaliłam nocną lampkę, wyjęłam długopis i nakierowałam go na kartkę. Pisałam. Po prostu. Prowadziłam swoją małą walkę pomiędzy tym co czułam, a tym co chciałabym czuć.
Poczułam jeszcze jak moja dłoń opada, a z niej wymyka się czarny długopis. Moje powieki się zamykały, a ja odpływam do krainy, gdzie wszystko było inne. Bezpieczne. Puste. Gdzie nic się nie liczyło. Proste.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz