sobota, 3 maja 2014

Think

Nastał wieczór. Szłam ciemnym parkiem, otoczonym dziesiątkami wysokich, pięknych drzew, które co chwila poruszły się to w lewą, to w prawą stronę. Okryłam się szczelniej moją kurtką oraz zaciągnęłam na głowę czapkę. Rękawiczki, które miałam na sobie ogrzewały moje małe dłonie. Włożyłam słuchawki do uszu, wyciągnęłam telefon i zaczęłam wsłuchiwać się w melodie, która była dla mnie odciągnięciem do innego świata, stworzeniem całkiem innej i nie realnej historii. Zawsze bałam się wychodzić wieczorami sama. Czułam, że gdzieś niedaleko zawsze wokół każdego z nas czai się jakieś niebezpieczeństwo, a ja nie chciałam kusić losu. Ale teraz, kiedy poczułam nagłą chęć zmiany dotychczasowego życia po prostu musiałam. Musiałam zrobić coś, żeby pomyśleć. W samotności. Tylko ja i delikatne dźwięki tworzące coś innego, odmiennego. Nie można wiecznie być zamkniętym i ograniczonym przez niewidzialne mury, które stwarza nam tylko i wyłącznie nasza wyobraźnia. To my powinniśmy nią kierować, a nie ona nami.
Przechodziłam obok sklepu, kiedy nagle zauważyłam chłopaka wybiegającego z niego. W jednej chwili wpadł na mnie, ale na moje nieszczęście to ja wylądowałam swoją kościstą pupą na ziemi. Podparłam się rękoma i spojrzałam na sprawcę mojego wypadku. Zayn. Zwykły zbieg okoliczności. Chociaż...Przecież nic nie dzieje się przypadkiem. Zauważyłam wyciągniętą w moją stronę dużą dłoń, którą z wachaniem chwyciłam.
-Przepraszam. Nie zauważyłem Cię. Naprawdę nie miałem pojęcia. -Usłyszałam, kiedy tylko stanęłam na nogi. Spojrzałam na chłopaka, który delikatnie się uśmiechał.
-Yhm. Wszystko w porządku. Chyba nie ucierpiałam. - Posłałam mu chyba najgorzej wyglądający uśmiech, na jaki mogłam się zdobyć.
-Spieszysz się gdzieś ? - Zapytał.
- Właśnie wracam do domu. - Powiedziałam, kiedy z nieba zaczęły lać się strugi deszczu, a wiatr stał się jeszcze silniejszy. Chłopak złapał mnie za rękę i zaczął biec w niewiadomym mi kierunku. Próbowałam wyszarpnąć dłoń, ale na nic się to nie zdało.
- Puść mnie. Poradzę sobie. - Powiedziałam, na co zmierzył mnie swoimi pociemniałymi oczami.
Po chwili siedziałam już w jego czarnym, terenowym samochodzie.
- Odwiozę cię do domu Rose. Nie będziesz chodzić sama po nocy i to w dodatku w taką pogodę. Jesteś cała przemoknięta. - Opowiedział, a ja widząc jego przenikliwy i pociemnały wzrok postanowiłam się z nim nie sprzeczać.
- Ty też. - Odpowiedziałam trzęsąc się z zimna.
Zayn włączył ogrzewanie, natomiast ja podałam mu adres, pod który powinien mnie zawieźć. Przez całą drogę słuchaliśmy cicho lecącej muzyki z radia, która w tym momencie była mi tak strasznie potrzebna. Zaczęłam intensywnie rozmyślać nad tym, dlaczego spełnianie marzeń jest takie trudne. Dlaczego jedna osoba może zmienić w jakiś sposób Twoje spojrzenie na świat. Nie, stop !
- Hej, słuchasz mnie Kwiatku ? - usłyszałam męski głos, który wyrwał mnie z tylko i wyłącznie mojej krainy.
- Tak. To znaczy nie. Przepraszam. Co mówiłeś ? - odpowiedziałam zmieszana.
- Teraz pojedziemy na chwilę do mnie, porozmawiamy i napijemy się herbaty. Twoje ubrania w tym czasie wyschną i wtedy odwiozę Cię do domu. Nie jest jeszcze późno. - zobaczyłam uśmiech, który wkradł się na jego usta, ale nie mogłam rozszyfrować jakie on mógł mieć znaczenie.
- Nie. Proszę. Odwieź mnie po prostu do domu, a jeśli dla Ciebie to kłopot do dotrę tam sama.
- Nie będziesz chodzić po nocach, Rose. Proszę, posłuchaj mnie i nie staraj mi się sprzeciwiać bo tego po prostu nie lubię.
Poczułam przeszywający wzrok, przez który do końca nie odezwałam się ani słowem. Kiedy samochód się zatrzymał postanowiłam wysiąść. Zobaczyłam pokaźnych rozmiarów budynek, znajdujący się w drogiej dzielnicy. Po chwili poczułam dłoń chłopaka na mojej, na co lekko się zmieszłam i zabrałam swoją rękę.
Chłopak ruszył, a ja zaraz za nim. Nie wiedziałam gdzie jestem, dlaczego tu jestem i kim jest ten chłopak. Zbyt niebezpiecznie- pomyślałam.
Zayn otworzył drzwi do apartamentu i przepuścił mnie pierwszą. Weszłam, zdjęłam buty, kurtkę, czapkę, szalik oraz rękawiczki i udałam się za chłopakiem do jak się okazało kuchni.
- Nie musisz się mnie bać. Nic Ci nie zrobię. Nie po to Cię tutaj przywiozłem.
- Nie boję się.
- Czyżby ? - Chłopak ruszył w moją stronę, na co instynktownie się odsunęłam.
- Tak myślałam. - Usłyszałam gorzki i dosyć ironiczny śmiech.
Usiadłam przy wyspie kuchennej i czekałam na herbatę robioną przez chłopaka. Po chwili siedzieliśmy wspólnie. Czułam przeszywające mnie oczy chłopaka, na co moje policzki oblały się soczystym rumieńcem. Spojrzałam na Zayn'a, który wyglądał na rozbawionego.
- Więc teraz będziemy wspólnie chodzić do klasy. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że będę Cię miał przy sobie- powiedział niespodziewanie. Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem, na co ona podniósł się z krzesła i ruszył w moją stronę. Złapał moją dłoń i pociągnął mnie lekko, przy czym ze zdenerwowania zrzuciłam na ziemię szklankę z gorącą herbatą.
- Przepraszam, posprzątam to- wyszeptałam, próbując wyrwać się z jego uścisku. Był zbyt silny. Złapał oba moje nadgarstki i nachylił się nade mną.
- Jesteś piękna- w momencie, kiedy usłyszałam te słowa, poczułam jego usta na mojej szyi. Strałam się odsunąć, ale na nic się to nie zdało. Zayn zaczął ssać moją skórę, a pochwili poczułam jego zęby wbijacjące się w nią. Zapiekło. Prosiłam słabym głosem, aby mnie puścił. Po chwili poczułam jak jego język przejeżdża po zranionym miejscu i poczułam ulgę.
- Piękna i moja. Tylko moja. Nikogo więcej. Moja. - usłyszałam i w tym samym momencie mnie puścił.


Drugi rozdział. Nie wiem czy ktokolwiek to czyta, ale robię to też między innymi dla siebie. xx.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz